Tak sobie pomyślałem, że zanim ten budynek zmieni się w styropianowy kloc z akrylowym tynkiem, w którymś z jedynie słusznych kolorów jogurtowych (ogłoszono już przetarg na jego termomodernizację), warto zachować dla potomnych ( a jakże! :)) kilka ujęć, jak wyglądał wcześniej.
sobota, 31 stycznia 2009
Termomodernizacja, trudne słowo dla modernizmu
Budynek biurowy w Katowicach, przy ul. Powstańców 41.





Tak sobie pomyślałem, że zanim ten budynek zmieni się w styropianowy kloc z akrylowym tynkiem, w którymś z jedynie słusznych kolorów jogurtowych (ogłoszono już przetarg na jego termomodernizację), warto zachować dla potomnych ( a jakże! :)) kilka ujęć, jak wyglądał wcześniej.
Tak sobie pomyślałem, że zanim ten budynek zmieni się w styropianowy kloc z akrylowym tynkiem, w którymś z jedynie słusznych kolorów jogurtowych (ogłoszono już przetarg na jego termomodernizację), warto zachować dla potomnych ( a jakże! :)) kilka ujęć, jak wyglądał wcześniej.
Etykiety:
architecture,
architektura,
Katowice,
modernism,
modernizm,
termomodernizacja
wtorek, 20 stycznia 2009
środa, 14 stycznia 2009
wtorek, 13 stycznia 2009
Gmach Kasy Chorych w Katowicach
Wracamy (na krótko) do Katowic.
Budynek administracyjny Kasy Chorych przy ul. Reymonta 8/10.
projekt S. Gruszka, 1938


Budynek administracyjny Kasy Chorych przy ul. Reymonta 8/10.
projekt S. Gruszka, 1938


Etykiety:
architektura międzywojenna,
Kasa Chorych,
Katowice,
modernism,
modernizm
poniedziałek, 12 stycznia 2009
Równia pochyła czyli o Detroit ciąg dalszy
Wracając do mojej ulubionej tematyki urban decay.
Ostatnio opisywałem, jak burmistrz Jerome P. Cavanagh, z niemałymi sukcesami starał się uczynić z Detroit "Model City". Wszystko szło całkiem nieźle (nie bez kozery mówiło się o Cavanagh jako potencjalnym kandydacie do startu w wyborach prezydenckich), aż do 23 lipca 1967 roku, kiedy wybuchły wsponiane już zamieszki. Od tego czasu stało się jasne, że problemy leża znacznie głębiej i nawet kilka lat udanych działań nie jest w stanie odwrócić ogólnych niekorzystnych trendów, z jakimi można się było zetknąć od lat 60 w wielu starych amerykańskich miastach przemysłowych. Przykład Detroit jest o tyle drastyczny, że uderza swoją skalą, zwłaszcza w kontekście tego czym miasto było kiedyś. Z 1,85 mln mieszkańców, prężnym i nowoczesnym przemysłem oraz wieloma instytucjami kultury stanowiło jedno z ważniejszych miast USA. Obecnie miasto znajduje sie poza pierwsza dziesiątka największych amerykańskich miast - straciło nieco ponad 913 tys. mieszkańców (t/j połowę) w stosunku do roku 1950. Z utratą mieszkańców wiązała się utrata wpływów z podatków oraz dotacji z funduszy federalnych, przysługujących tylko miastom liczącym więcej niż milion mieszkańców. Żeby zobaczyć jak wygląda obszar Inner City w Detroit polecam zobaczyć to
(nie, to nie Nowy Orlean po przejsciu huraganu Catrina)
Co dla mnie najbardziej szokujace i chyba najsmutniejsze, w takim stanie, niestety, jest także wiele budynków i gmachów w samym Downtown. Dość spektakularnym przykładem jest np The Michigan Theatre, który przerobiono na ...parking. Wrażenie jest tym bardziej przygnębiające jesli porówna się stan obecny z tym z czasów świetności
Na koniec swoisty symbol Detroit. Michigan Central Station, oddany w roku 1913 gmach, był w tym czasie najwyższym budynkiem kolejowym na świecie. W roku 1988 odjechał z niego ostatni pociąg pasazerski. Od tego czasu budynek niszczeje.
Tu film pokazujący budynek w jego pełnej krasie
a tu film przedsawiający stan (mniej więcej) obecny
WTF? Stany to dziwny kraj
Ostatnio opisywałem, jak burmistrz Jerome P. Cavanagh, z niemałymi sukcesami starał się uczynić z Detroit "Model City". Wszystko szło całkiem nieźle (nie bez kozery mówiło się o Cavanagh jako potencjalnym kandydacie do startu w wyborach prezydenckich), aż do 23 lipca 1967 roku, kiedy wybuchły wsponiane już zamieszki. Od tego czasu stało się jasne, że problemy leża znacznie głębiej i nawet kilka lat udanych działań nie jest w stanie odwrócić ogólnych niekorzystnych trendów, z jakimi można się było zetknąć od lat 60 w wielu starych amerykańskich miastach przemysłowych. Przykład Detroit jest o tyle drastyczny, że uderza swoją skalą, zwłaszcza w kontekście tego czym miasto było kiedyś. Z 1,85 mln mieszkańców, prężnym i nowoczesnym przemysłem oraz wieloma instytucjami kultury stanowiło jedno z ważniejszych miast USA. Obecnie miasto znajduje sie poza pierwsza dziesiątka największych amerykańskich miast - straciło nieco ponad 913 tys. mieszkańców (t/j połowę) w stosunku do roku 1950. Z utratą mieszkańców wiązała się utrata wpływów z podatków oraz dotacji z funduszy federalnych, przysługujących tylko miastom liczącym więcej niż milion mieszkańców. Żeby zobaczyć jak wygląda obszar Inner City w Detroit polecam zobaczyć to
(nie, to nie Nowy Orlean po przejsciu huraganu Catrina)
Co dla mnie najbardziej szokujace i chyba najsmutniejsze, w takim stanie, niestety, jest także wiele budynków i gmachów w samym Downtown. Dość spektakularnym przykładem jest np The Michigan Theatre, który przerobiono na ...parking. Wrażenie jest tym bardziej przygnębiające jesli porówna się stan obecny z tym z czasów świetności
Na koniec swoisty symbol Detroit. Michigan Central Station, oddany w roku 1913 gmach, był w tym czasie najwyższym budynkiem kolejowym na świecie. W roku 1988 odjechał z niego ostatni pociąg pasazerski. Od tego czasu budynek niszczeje.
Tu film pokazujący budynek w jego pełnej krasie
a tu film przedsawiający stan (mniej więcej) obecny
WTF? Stany to dziwny kraj
niedziela, 11 stycznia 2009
Urzędy Niezespolone raz jeszcze

Mały przerywnik w tematach amerykańskich.
Wrzucam zdjęcia dawnego gmachu Urzędów Niezespolonych w Katowicach po remoncie. Nieco ponad rok temu wrzucałem już zdjęcia budynku jeszcze przed renowacją.
Obecnie budynek docieplono, przez co nieco spuchł. Kolejnym minusem jest wymiana stolarki okiennej na plastikową, z inna proporcją podziałów. Na plus zasługuje wymiana na elewacji okładziny kamiennej. Niestety, przy okazji, nie odtworzono płaskorzeźby orła autorstwa Szukalskiego...

piątek, 2 stycznia 2009
Model City
Lata 40 i pierwsza połowa lat 50 XX w. były dla Detroit tym co Amerykanie określają jako 'peak era". W tym okresie miasto osiągnęło swój szczyt. Czwarte największe miasto w USA, to naprawdę było coś.
Nowych mieszkańców przyciągały atrakcyjne miejsca pracy. Przemysł samochodowy nieźle płacił. Pensje robotników niewykwalifikowanych były w tym czasie w Detroit o 20% wyższe niż w innych regionach USA. między rokiem 1940 a 1947 wzrost zatrudnienia w sektorze produkcji przemysłowej osiągnął 40%. W mieście działały silne związki zawodowe, które poprzez strajki i inne formy protestu wywalczyły, oprócz wspomnianych już bardzo wysokich pensji, także inne przywileje. To dodatkowo zachęcało do przyjazdu, zwłaszcza czarną ludność z głębokiego południa Stanów. Napływ czarnej ludności wywoływał jednak ogromne napięcia (szczerze powiedziawszy, dopiero czytając "Who Killed Detroit?: Other Cities Beware!" zdałem sobie sprawę jak wielkie), których kulminacją były zamieszki w roku 1967. Słowo "zamieszki" trzeba jednak przełożyć na amerykańską skalę. Drobny, jakby się wydawało, incydent spowodował kilkudniowe walki, w efekcie których zginęły 43 osoby, 467 zostało rannych, a 7231 aresztowanych. Ponad 2500 (słownie:dwa i pół tysiąca!) sklepów zostało splądrowanych lub podpalonych, 412 budynków było zniszczonych bądź spalonych do tego stopnia, że nadawały się tylko do rozbiórki. Straty materialne według różnych szacunków oscylowały miedzy 40 a 80 mln $. Nieźle, jak na czterodniowe "zamieszki". Skutki długofalowe były jednak dużo bardziej dramatyczne.
Wróćmy jednak do przyczyn.
W latach 60 wspomniana "peak era" była już tylko wspomnieniem. Paradoksalnie przyczyniły się do tego w zasadzie te same czynniki, które do lat 50 decydowały o sukcesie miasta. Wysokie pensje, które były taką zachęto dla osiedlania się w Detroit i podejmowania pracy w przemyśle motoryzacyjnym, były jednocześnie dla tego ostatniego sporym obciążeniem. Tym większym im bardziej spadała konkurencyjność jego produktów. Aby utrzymać zyskowność coraz więcej fabryk było przenoszonych na tereny, gdzie poziom pensji i innych przywilejów pracowniczych był niższy. W mieście zaczęło więc silą rzeczy rosnąć bezrobocie, co powiększało istniejące już wcześniej napięcie między białymi i czarnymi mieszkańcami, dodatkowym punktem zapalnym stała się teraz konkurencja na rynku pracy. Równocześnie wzrost liczby czarnych mieszkańców powodował zjawisko określane jako tzw "white flight". Biali, którzy należeli, do grupy lepiej zarabiającej realizowali swój mały american dream o domku z ogródkiem i wynosili się za miasto. Umożliwiłim im to przemysł samochodowy i budowa dróg szybkiego ruch która oplotła miasto i okolicę. Teraz można było się cieszyć domkiem z ogródkiem, a do pracy w Detroit dojeżdżać samochodem po szerokich nowo wybudowanych autostradach. I tu zaczął się problem. Przemysł samochodowy dostarczył środków, dzięki, którym można było mieszkać z dala od miasta, ale w razie potrzeby korzystać z jego uroków. Liczba ludności (głównie tej zamożniejszej, białej) zaczęła spadać. Kto płaci podatki? Przedsiębiorcy i mieszkańcy! Jak już wspomniałem przemysł wycofywał się z miasta z powodu wysokich kosztów pracy, mieszkańcy zaś w wyniku "white flight". Dla kasy miasta oznaczało to mniej pieniędzy. Jednocześnie w mieście proporcjonalnie przybywało ludności uboższej, która na ów domek z ogródkiem nie mogła sobie pozwolić. Ludność uboższa tzn. płacąca niższe kwoty podatków, a jednocześnie sama wymaga więcej świadczeń publicznych. Na to wszystko nałożyły sie dodatkowo kwestie rasowe. Problem narastał. W pewnym momencie wydawało się jednak, że Detroit świetnie sobie poradzi ze swoimi problemami. Rządzący miastem w latach 60 XX w. burmistrz Jerome P. Cavanagh lansował miasto jako Model City - miasto wzór. Do pewnego momentu szło naprawde dobrze. Przed objęciem urzedu pod koniec lat 50 Detroit przemysł samochodowy zlikwidował w mieście 100000 miejsc pracy, nowemu burmistrzowi udało się jednak powstrzymać tą tendencję. Udało się także pozyskać spore kwoty z funuszy federalnych w ramach "war on poverty". Prasa amerykańska pisała o Detroit jako o mieście, gdzie w sposób modelowy podchodzi sie do problemów amerykańskich miast, a kwestie relacji rasowych określano jako godne nasladowania. Miasto uzyskało z tego tytułu liczne nagrody i okrzykniete zostało mianem "All-American City".Burmistrz Cavanagh zyskał zaś przydomek "dynamo in the city". Miasto ubiegało się o organizację letniej Olimpiady, zaś o samym Cavanagh mówiło sie, że ma spore szanse na Baiały Dom.
Zresztą warto zobaczyć, jak podówczas wyglądało Detroit:
O tym co z tego zostało, bedzie następnym razem
Nowych mieszkańców przyciągały atrakcyjne miejsca pracy. Przemysł samochodowy nieźle płacił. Pensje robotników niewykwalifikowanych były w tym czasie w Detroit o 20% wyższe niż w innych regionach USA. między rokiem 1940 a 1947 wzrost zatrudnienia w sektorze produkcji przemysłowej osiągnął 40%. W mieście działały silne związki zawodowe, które poprzez strajki i inne formy protestu wywalczyły, oprócz wspomnianych już bardzo wysokich pensji, także inne przywileje. To dodatkowo zachęcało do przyjazdu, zwłaszcza czarną ludność z głębokiego południa Stanów. Napływ czarnej ludności wywoływał jednak ogromne napięcia (szczerze powiedziawszy, dopiero czytając "Who Killed Detroit?: Other Cities Beware!" zdałem sobie sprawę jak wielkie), których kulminacją były zamieszki w roku 1967. Słowo "zamieszki" trzeba jednak przełożyć na amerykańską skalę. Drobny, jakby się wydawało, incydent spowodował kilkudniowe walki, w efekcie których zginęły 43 osoby, 467 zostało rannych, a 7231 aresztowanych. Ponad 2500 (słownie:dwa i pół tysiąca!) sklepów zostało splądrowanych lub podpalonych, 412 budynków było zniszczonych bądź spalonych do tego stopnia, że nadawały się tylko do rozbiórki. Straty materialne według różnych szacunków oscylowały miedzy 40 a 80 mln $. Nieźle, jak na czterodniowe "zamieszki". Skutki długofalowe były jednak dużo bardziej dramatyczne.
Wróćmy jednak do przyczyn.
W latach 60 wspomniana "peak era" była już tylko wspomnieniem. Paradoksalnie przyczyniły się do tego w zasadzie te same czynniki, które do lat 50 decydowały o sukcesie miasta. Wysokie pensje, które były taką zachęto dla osiedlania się w Detroit i podejmowania pracy w przemyśle motoryzacyjnym, były jednocześnie dla tego ostatniego sporym obciążeniem. Tym większym im bardziej spadała konkurencyjność jego produktów. Aby utrzymać zyskowność coraz więcej fabryk było przenoszonych na tereny, gdzie poziom pensji i innych przywilejów pracowniczych był niższy. W mieście zaczęło więc silą rzeczy rosnąć bezrobocie, co powiększało istniejące już wcześniej napięcie między białymi i czarnymi mieszkańcami, dodatkowym punktem zapalnym stała się teraz konkurencja na rynku pracy. Równocześnie wzrost liczby czarnych mieszkańców powodował zjawisko określane jako tzw "white flight". Biali, którzy należeli, do grupy lepiej zarabiającej realizowali swój mały american dream o domku z ogródkiem i wynosili się za miasto. Umożliwiłim im to przemysł samochodowy i budowa dróg szybkiego ruch która oplotła miasto i okolicę. Teraz można było się cieszyć domkiem z ogródkiem, a do pracy w Detroit dojeżdżać samochodem po szerokich nowo wybudowanych autostradach. I tu zaczął się problem. Przemysł samochodowy dostarczył środków, dzięki, którym można było mieszkać z dala od miasta, ale w razie potrzeby korzystać z jego uroków. Liczba ludności (głównie tej zamożniejszej, białej) zaczęła spadać. Kto płaci podatki? Przedsiębiorcy i mieszkańcy! Jak już wspomniałem przemysł wycofywał się z miasta z powodu wysokich kosztów pracy, mieszkańcy zaś w wyniku "white flight". Dla kasy miasta oznaczało to mniej pieniędzy. Jednocześnie w mieście proporcjonalnie przybywało ludności uboższej, która na ów domek z ogródkiem nie mogła sobie pozwolić. Ludność uboższa tzn. płacąca niższe kwoty podatków, a jednocześnie sama wymaga więcej świadczeń publicznych. Na to wszystko nałożyły sie dodatkowo kwestie rasowe. Problem narastał. W pewnym momencie wydawało się jednak, że Detroit świetnie sobie poradzi ze swoimi problemami. Rządzący miastem w latach 60 XX w. burmistrz Jerome P. Cavanagh lansował miasto jako Model City - miasto wzór. Do pewnego momentu szło naprawde dobrze. Przed objęciem urzedu pod koniec lat 50 Detroit przemysł samochodowy zlikwidował w mieście 100000 miejsc pracy, nowemu burmistrzowi udało się jednak powstrzymać tą tendencję. Udało się także pozyskać spore kwoty z funuszy federalnych w ramach "war on poverty". Prasa amerykańska pisała o Detroit jako o mieście, gdzie w sposób modelowy podchodzi sie do problemów amerykańskich miast, a kwestie relacji rasowych określano jako godne nasladowania. Miasto uzyskało z tego tytułu liczne nagrody i okrzykniete zostało mianem "All-American City".Burmistrz Cavanagh zyskał zaś przydomek "dynamo in the city". Miasto ubiegało się o organizację letniej Olimpiady, zaś o samym Cavanagh mówiło sie, że ma spore szanse na Baiały Dom.
Zresztą warto zobaczyć, jak podówczas wyglądało Detroit:
O tym co z tego zostało, bedzie następnym razem
Etykiety:
Detroit Industry,
Model City,
Moto City,
urban decay
czwartek, 25 grudnia 2008
Motor City
Detroit to dla mnie fenomen. W 1900 miasto roku liczyło 285 704 mieszkańców, jak na owe lata sporo, ale bez sensacji. W 1903 roku Henry Ford założył Ford Motor Company. W 1913 roku nastąpiła rewolucja - firma zaczęła produkować samochody stosując taśmę produkcyjną. Zaczęło się.
"Historia to bzdura. To tradycja. Nie chcemy tradycji. Chcemy żyć w czasie dzisiejszym..."
"Ambicją pracodawcy, jako przywódcy, powinno być płacenie lepszych zarobków, niż w którymkolwiek podobnym przedsiębiorstwie, a ambicją robotnika powinno być umożliwienie tego"
W czasie II Wojny Światowej produkcję przestawiono na potrzeby wojenne. Stalin podobno powiedział, że to "Detroit pokonało Niemców".Ta ogromna machina wymagała jednak coraz więcej trybików. Powołano specjalne zespoły rekrutacyjne wysyłane do innych stanów (głównie południowych), aby zwabić nowych chętnych do pracy. Jako, że pensje w Detroit były wyższe niż w innych regionach, do miasta napływały nowe rzesze mieszkańców.
Miast jednak nie było przygotowane na taki napływ ludzi. Dodatkowo, jak to z Ziemią Obiecaną bywa, dotychczasowi jej mieszkańcy niespecjalnie byli zachwyceni nowymi sąsiadami, zwłaszcza jeśli ci byli czarni.
Do roku 1950 liczba mieszkańców jeszcze rosła (wówczas miasto osiągnęło liczbę 1 849 568 mieszkańców), ale od jakiegoś czasu dawały o sobie znać problemy, które w następnych dekadach zadecydowały o bezprecedensowym upadku miasta. Problemy te, to tak naprawdę druga strona medalu czy ciemna strona tej mocy, która zadecydowała o olbrzymim sukcesie i rozwoju miasta w pierwszej połowie XX wieku, kiedy stało się ono 4 największym miastem USA. Ale o tym następnym razem...
Póki co, zdjęcia ze złotego półwiecza Detroit. Skromna część z kilkudziesięciu fabryk samochodowych wybudowanych w pierwszej połowie XX wieku.
Skala iście amerykańska:
























Swoją drogą, w sporej części architektura do bólu funkcjonalistyczna tak, że używanie tego terminu w innym kontekście wydaje się herezją. Mówiąc krótko Albert Kahn rządzi!
Więcej zdjęć można zobaczyć tu. Polecam, choćby dlatego, ze to jest skromny wycinek, a jednocześnie można zobaczyć jak niewiele z tego zostało.
"Historia to bzdura. To tradycja. Nie chcemy tradycji. Chcemy żyć w czasie dzisiejszym..."
"Ambicją pracodawcy, jako przywódcy, powinno być płacenie lepszych zarobków, niż w którymkolwiek podobnym przedsiębiorstwie, a ambicją robotnika powinno być umożliwienie tego"
W czasie II Wojny Światowej produkcję przestawiono na potrzeby wojenne. Stalin podobno powiedział, że to "Detroit pokonało Niemców".Ta ogromna machina wymagała jednak coraz więcej trybików. Powołano specjalne zespoły rekrutacyjne wysyłane do innych stanów (głównie południowych), aby zwabić nowych chętnych do pracy. Jako, że pensje w Detroit były wyższe niż w innych regionach, do miasta napływały nowe rzesze mieszkańców.
Miast jednak nie było przygotowane na taki napływ ludzi. Dodatkowo, jak to z Ziemią Obiecaną bywa, dotychczasowi jej mieszkańcy niespecjalnie byli zachwyceni nowymi sąsiadami, zwłaszcza jeśli ci byli czarni.
Do roku 1950 liczba mieszkańców jeszcze rosła (wówczas miasto osiągnęło liczbę 1 849 568 mieszkańców), ale od jakiegoś czasu dawały o sobie znać problemy, które w następnych dekadach zadecydowały o bezprecedensowym upadku miasta. Problemy te, to tak naprawdę druga strona medalu czy ciemna strona tej mocy, która zadecydowała o olbrzymim sukcesie i rozwoju miasta w pierwszej połowie XX wieku, kiedy stało się ono 4 największym miastem USA. Ale o tym następnym razem...
Póki co, zdjęcia ze złotego półwiecza Detroit. Skromna część z kilkudziesięciu fabryk samochodowych wybudowanych w pierwszej połowie XX wieku.
Skala iście amerykańska:
























Swoją drogą, w sporej części architektura do bólu funkcjonalistyczna tak, że używanie tego terminu w innym kontekście wydaje się herezją. Mówiąc krótko Albert Kahn rządzi!
Więcej zdjęć można zobaczyć tu. Polecam, choćby dlatego, ze to jest skromny wycinek, a jednocześnie można zobaczyć jak niewiele z tego zostało.
Etykiety:
Albert Kahn,
Detroit. Motor City,
Henry Ford,
przemysł samochodowy
środa, 24 grudnia 2008
Detroit Industry
Dalej w temacie.
"Detroit Industry" - uznany przez Diego Riverę za najlepszy z jego murali został wykonany w latach 1932-33 na zamówienie Edsela Forda (prezesa Ford Motor Company). Jedynym warunkiem było, aby murale odnosiły się do historii Detroit oraz rozwoju przemysłu.
Murale na północnej i południowej ścianie przedstawiają: reprezentację ras jakie ukształtowały amerykańską kulturę i stanowiły jednocześnie jej siłę roboczą, przemysł samochodowy oraz inne przemysły Detroit (medyczny, farmaceutyczny i chemiczny)



Na ścianie zachodnie z kolei mieszczą się bardzo interesujące murale w układzie wertykalnym, na których Rivera przedstawił występujące w przemyśle współzależności między pracą i umiejętnością zarządzania (robotniki manager) oraz między surową i przetworzoną siłą (węgiel i energia elektryczna)

Więcej tu
Detroit Industry wrzucam zaraz po Cyklu Śląsk Linkego nieprzypadkowo ;)
"Detroit Industry" - uznany przez Diego Riverę za najlepszy z jego murali został wykonany w latach 1932-33 na zamówienie Edsela Forda (prezesa Ford Motor Company). Jedynym warunkiem było, aby murale odnosiły się do historii Detroit oraz rozwoju przemysłu.
Murale na północnej i południowej ścianie przedstawiają: reprezentację ras jakie ukształtowały amerykańską kulturę i stanowiły jednocześnie jej siłę roboczą, przemysł samochodowy oraz inne przemysły Detroit (medyczny, farmaceutyczny i chemiczny)



Na ścianie zachodnie z kolei mieszczą się bardzo interesujące murale w układzie wertykalnym, na których Rivera przedstawił występujące w przemyśle współzależności między pracą i umiejętnością zarządzania (robotniki manager) oraz między surową i przetworzoną siłą (węgiel i energia elektryczna)

Więcej tuDetroit Industry wrzucam zaraz po Cyklu Śląsk Linkego nieprzypadkowo ;)
wtorek, 23 grudnia 2008
Cykl Śląsk Bronisława Linkego
[...]
Charakterystyczne, iż w okresie dwudziestolecia międzywojennego jakościowo nowe treści uprzemysłowionego Śląska podsycały wyobraźnię, inspirowały twórczo. Kreowane z dużą siłą i mocą artystyczne przekazy pojawiały się zarówno w sztukach plastycznych, jak i w literaturze. Ekspresyjne opisy Czarnego Kraju, piekielnego miejsca, gdzie "piętrzą się, cieśnią, łomocą i przepychają potworne nadbudowy, blanki i leje, czworoboczne bastiony, grzyby wież, konstrukcje podobne do odkrytych splątanych jelit" składały się na liczne reportaże z "ziemi węgla i stali".
[...]
W śląskim cyklu akwarel Linke skonfrontował człowieka z techniką potraktowaną jako źródło zła.
[...]
W makabrycznym świecie przemysłu Wielki Piec obsługiwany przez szkielety posiada metaliczną głowę o satanistycznie uśmiechniętych, wąskich ustach. W geście błogosławieństwa podnosi olbrzymie, drapieżne ręce...
Dzikie twarze Wlewnic, o nadnaturalnie powiększonych oczach, morderczo rozwierają wargi...
Maszyna w Pochylni upadowej pokazuje ohydną twarz z wysuniętym, pulsującym, ogromnym językiem. Wprawdzie obsługiwana jest przez wychudzonego górnika, jednak żyje własnym, niezależnym bytem...
Skrajnie tragiczną wymowę posiada akwarela Serce. Owo witalne serce Śląska podłączone zostało systemem metalowych rur do fabrycznych demonów zachłannie pijących krew. Jakby nie dość tego, jedno ze stalowych monstrów wpija swoje zęby i pazury w zdrową tkankę organizmu...
W mrocznej krainie zła ożywione twory przemysłowe dzielą władzę z demonami węgla. Ich szpetna, manichejska natura uwypuklona została w Sortowni, gdzie taśmę obsługują nie ludzie, lecz uformowane z kubicznych bloków węgla monstra o ustach wampira. Natomiast na taśmie zamiast węgla suną przerażone, zdeformowane figurki ludzi. Władcą manichejskiego świata jest Król Węgiel - czarnoskóry monarcha bez korony, lecz z fioletową opaską akcji udziałowej w spółce kopalnianej. Jego płaszcz uszyty został z dokumentów akcjonariuszy. Wszechwładny, okrutny, gestem bezdusznego golema unicestwia górnika, którego ciało upodabnia się do żaby...
Tekst pochodzi z artykułu Barbary Szczypki-Gwiazdy "Śląska Apokalipsa według Linkego"
Subskrybuj:
Posty (Atom)


