Budynek Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytety Śląskiego sam w sobie niczym szczególnie interesującym nie jest. Mozaika zapewne tez nie należy do przełomowych osiągnięć ludzkiego geniuszu (choć może się mylę...). Wrzucam jednak jako znak czasów, w których budynek powstał - jak sądzę lata 70 XX wieku. Niech ma swój post, zanik komuś wpadnie do głowy żeby ścianę zastyropianować.
piątek, 4 czerwca 2010
Mozaika
Budynek Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytety Śląskiego sam w sobie niczym szczególnie interesującym nie jest. Mozaika zapewne tez nie należy do przełomowych osiągnięć ludzkiego geniuszu (choć może się mylę...). Wrzucam jednak jako znak czasów, w których budynek powstał - jak sądzę lata 70 XX wieku. Niech ma swój post, zanik komuś wpadnie do głowy żeby ścianę zastyropianować.
sobota, 29 maja 2010
Wspólnota Interesów...
Wspólnota Interesów Górniczo-Hutniczych, największy w II RP koncern górniczo-hutniczy, utworzony 1937 z majątku Górnośląskiego Zjednoczenia Hut Królewskich i Laury oraz Katowickiej Spółki Akcyjnej dla Górnictwa i Hutnictwa (działających wspólnie od 1929), kontrolowany przez państwo polskie.
Kupiłem ostatnio "Wydawnictwo Wspólnoty Interesów Górniczo-Hutniczych S.A. Katowice" nr 7 z roku 1938. W środku prezentowane są m.in. druki reklamowe oraz stanowiska i pawilony wystawowe Wspólnoty. Wzornictwo przemysłowe. Dosłownie.
O spółce zrobiła się ostatnio głośno przy okazji zamieszania z reaktywacją spółki Giesche.
niedziela, 9 maja 2010
Kolonia ZUS w Katowicach, ul. M. Skłodowskiej-Curie


Budynek Mieszkalny Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Królewskiej Hucie ukończono w roku 1939. Brak pewności co do autorstwa, pojawiają sie nazwiska S. Tabeńskiego oraz W. Nowakowskiego i P. Komornickiego. Budynek przeszedł ostatnimi laty remont elewacji połączony z termomodernizacją, przez co niestety "spuchł". Dla zainteresowanych dokładna lokalizacja.
Edit:
kupiłem ostatnio magazyn Wspólnoty Interesów Górniczo-Hutniczych z 1938 r., a w nim znalazłem zdjęcie z budowy obiektu:
sobota, 1 maja 2010
"Dom Służewca" w Katowicach

Dzisiaj ciekawostka z Katowic. Budynek, co do którego nie miałem przez długi czas pewności, kiedy powstał. Spotkałem sie z opinią, że były to lata 1950te, ostatecznie jednak okazało sie, że to jednak druga dekada międzywojnia. Co do nazwy "Dom Służewca", tak budynek przedstawił mi dozorca, czy może raczej osoba która się nim zajmuje. Wzięła się ona stąd, iż już od lat 50tych w budynku mieszczą się kasy, w których można obstawiać wyniki wyścigów konnych odbywających się na warszawskim Służewcu. Nazwiska architekta niestety nie znam. Co do lokalizacji, budunek, przynajmniej w/g mapy katowickiego magistratu, nie posiada wlasnego numeru, ale dla zainteresowanych link do mapy zumi.pl
sobota, 24 kwietnia 2010
„PKP projekt”. Wystawa i wyklad.

Katowicki dworzec to jeden z najciekawszych architektonicznie obiektów na Górnym Śląsku. Zarówno zwolenników jaki i przeciwników brutalizmu powinna zainteresować wystawa fotograficzna oddająca hołd gmachowi, który już niedługo zostanie całkowicie przebudowany.
„PKP projekt”, bo tak nazywa się cykl fotografii Tomasza Kiełkowskiego, jest głosem w sprawie. Każdy, kto chce się przekonać, co może fascynować w tej surowej architekturze, powinien pojawić się 27 kwietnia o 17.00 w Restauracji na Dworcu PKP w Katowicach. Odbędzie się tam wernisaż wystawy połączony z wykładem Barta Sasima dotyczącym historii powstawania i technologii tworzenia tej kontrowersyjnej wizytówki miasta.
Tomasz Kiełkowski fotografując kielichy, separuje je od straganów stojących na hali głównej. Dzięki temu zabiegowi skupia się na samej architekturze, pokazując, że odpowiednio zaprezentowana ma wciąż wielki potencjał i może budzić estetyczne emocje. - Główną ideą takiego zabiegu było podążenie za myślą Le Corbusiera – ojca brutalizmu. Jest on znany ze swojego zachwytu surowym betonem oraz misternie ułożonymi deskowaniami – mówi autor zdjęć. Chodziło mi również o to, by pokazać dlaczego kielichy powinny być traktowane jako dzieła sztuki na europejską skalę – kontynuuje.
Wernisaż będzie jedną z ostatnich okazji, by przyjrzeć się dworcowi w jego pierwotnej formie. „PKP projekt” ma na celu zwrócenie uwagi na fakt, że głównym problemem tego miejsca jest brak remontów i przemyślanej polityki zagospodarowania przestrzeni w jego wnętrzu, a nie myśl architektoniczna, którą można uznać za jedną z najbardziej innowacyjnych w swoich czasach na świecie.
Kiełkowski zajmuje się katowicką architekturą od wielu lat. W poprzednich projektach („Symetrie Modernizmu” oraz „ Przestrzenie Art Deco”) podejmował tematykę budownictwa modernistycznego starając się przywrócić na swoich zdjęciach świetność zapomnianym gmachom.
Dla wszystkich, którzy nie dadzą rady pojawić się na wernisażu, ważna może być informacja, że wystawę będzie można oglądać w dniach 28 kwietnia – 13 maja 2010 w Galerii SARP (Archibarze).
PKP projekt – Tomasz Kiełkowski
Wernisaż: 27 kwietnia 2010, godz. 17.00 – Restauracja na Dworcu PKP w Katowicach
Ekspozycja: 28 kwietnia 2010 – 12 maja 2010 – Galeria SARP (Archibar), Katowice, ul Dyrekcyjna 9
Wykład na wernisażu o Dworcu: Bart Sasim
Zdjęcia z wystawy: www.kielkowski.com.pl
Tomasz Kiełkowski - absolwent politologii (dziennikarstwo i komunikacja społeczna) w Uniwersytecie Śląskim, obecnie student filozofii. Autor wystaw fotograficznych (Symetrie Modernizmu - 2008; Przestrzenie Art Deco – 2009) oraz akcji poświęconych katowickiemu modernizmowi (Katowicka Moderna). Kandydat do Związku Polskich Artystów Fotografików. Pasjonat historii i tradycji Śląska. Współautor albumu poświęconego rodzinie von Ballestrem. Jest członkiem Stowarzyszenia Szatnia – grupy wykazującej wzmożoną aktywność na polu kultury Śląska. Strona internetowa: www.kielkowski.com.pl
Bart Sasim - absolwent University of Brighton na kierunku Interior Architecture (oscylującym na pograniczu architektury i projektowania wnętrz) zajmuje się przysposabianiem przestrzeni istniejących budynków do nowej funkcji. Na bazie zastanej infrastruktury próbuje tchnąć nowego ducha w to co stare, a "starego ducha" w to co nowe. Swoją pracę dyplomową "Unwanted or wanted (...)" poświęcił tematyce budynku Dworca PKP w Katowicach. Ponadto Bart realizuje się w mniejszej skali, w kolektywie Haja. Pierwsza jego kolekcja składała się z serii zegarów wykonanych z istniejących już przedmiotów.
czwartek, 25 marca 2010
Budynek wielrodzinny przy ul Puchały 6 w Katowicach
Dziś coś nowszego. Zespół budynków wielorodzinnych przy ul. Puchały 6 w Katowicach, zrealizowany w 2009 roku w ramach Osiedla Bażantów. Projekt: Medusa Group.
środa, 24 marca 2010
Dom Zdrowia Budowlanych w Katowicach
Dom Zdrowia Budowlanych projektu katowickich gigantów architektury, duetu Buszko i Franta, to perełka powojennego modernizmu. Niestety nie posiadam żadnych bliższych informacji na temat budynku. Dla zainteresowanych adres: Katowice, ul. PCK 1
niedziela, 21 marca 2010
Plywalnia Kryta w Bytomiu. Ul. Parkowa 1


Budynek pływalni projektu Carla Schmidt'a powstał w 1929 roku, ponoć jako obiekt rezerwowy na potrzeby Olimpiady w Berlinie. Od roku 2008 jest wyłączony z użytkowania na podstawie decyzji Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego ze względu na stan konstrukcji przeszklonego dachu nad niecką basenową. W roku 2009 rozpoczał się remont obiektu, niestety ze względów finansowych jego kontynuacja jest niepewna. Więcej na ten temat można przeczytać tu:Pływalnia z 1929 roku już wkrótce będzie jak nowa
Nie ma kasy na dokończenie remontu zabytkowego basenu
sobota, 5 grudnia 2009
Budynek II LO w Bytomiu czyli miedzywojenna Mittelschule
poniedziałek, 2 listopada 2009
"Drapacz chmur"
Śląski wieżowiec
20 września 2009
Przemysław Semczuk
We wrześniu 1929 roku architekci rozpoczęli projektowanie pierwszego w Polsce drapacza chmur. Jego budowa była ratunkiem dla śląskich hut.
Krach na nowojorskiej giełdzie z 1929 roku szybko dotarł do Polski. Jako pierwsze odczuły go śląskie huty, które rozpaczliwie poszukiwały zbytu na swoją stal. Ratunkiem okazała się budowa pierwszego polskiego domu wieżowego (wieżowca). Jego szkielet miał pochłonąć blisko tysiąc ton stali. Dzięki temu Górnośląskie Zjednoczenie Hut Królewska i Laura SA
uniknęło bankructwa.
Drapacz chmur, bo tak nazywano go od pierwszej chwili, był także ważnym elementem propagandowym. Było go widać z Niemiec, które zaczynały się kilka kilometrów na zachód za Katowicami. A tam nie budowano domów wieżowych, bo były zbyt drogie.
Pierwsze prace u zbiegu ulic Wandy
i Zielonej (dzisiaj Żwirki i Wigury oraz
Curie-Skłodowskiej) rozpoczęto w maju 1930 roku. Fundamenty i piwnice były gotowe jeszcze przed zimą. Wiosną ruszył montaż konstrukcji szkieletu. Powstała w rekordowym tempie, zaledwie w trzy miesiące. Co ciekawe, każdego dnia budowniczym towarzyszyła kamera filmowa. 9 lipca 1931 roku w katowickim kinie Rialto odbyła się premiera filmu propagandowego „Budownictwo żelazno-szkieletowe, jego zasady i zastosowanie”. Został nakręcony na zlecenie spółki hutniczej. Na pokazie był obecny wojewoda śląski Michał Grażyński, architekci Tadeusz Łopatowski i Mieczysław Kozłowski oraz główny konstruktor szkieletu Stefan Bryła.
Jednak do końca budowy było jeszcze daleko. Drapacz chmur był inwestycją finansowaną z kasy sejmu śląskiego. Kłopoty finansowe opóźniały oddanie budynku jeszcze przez trzy lata.
Katowicki wieżowiec tworzyły właściwie dwa połączone budynki. W niższym, sześciopiętrowym, znajdowały się biura Śląskiej Izby Skarbowej. Drugi, 14-piętrowy, miał 60 metrów wysokości i był zapleczem mieszkalnym dla pracowników urzędu. Mieszkania miały łazienki, centralne ogrzewanie i ciepłą wodę. Część z nich stanowiły małe, jedno- lub dwupokojowe kawalerki. Ale były też duże apartamenty dla prezesa izby i księgowych. Największy, 140-metrowy, miał dodatkowy pokoik dla służby. Budynki połączono przejściem na wysokości czwartego piętra. Dzięki temu urzędnicy idący do pracy nie musieli
wychodzić na zewnątrz.
Wejścia strzegł portier, a porządku pilnował gospodarz domu. Funkcjonowała centrala telefoniczna, która łączyła rozmowy z miasta. W suterenie znajdowała się pralnia i elektryczna suszarnia. Drapacz miał też dwa piętra podziemne. Mieściły się w nich urządzenia techniczne, kotłownia, hydrofornia i ogromny transformator. Zaprojektowano je tak, by nie łączyły się z podziemną częścią Izby Skarbowej, bo tam ukryto ogromny skarbiec. Jego istnienie było owiane tajemnicą, by zabezpieczyć go przed wizytami kasiarzy grasujących w międzywojennej Polsce.
W wieżowcu zamontowano trzy windy austriackiej firmy Schlieren: osobową, towarową i ekspresową, która zatrzymywała się dopiero od szóstego piętra. Palacz i windziarz dostali mieszkania służbowe na ostatnim piętrze. W ten sposób projektanci chcieli ich zmusić do solidnej pracy. Windziarz dbał o dźwigi, bo inaczej musiałby chodzić schodami na samą górę. Palacz pilnował pieca, bo gdy ten wygasał, to jemu pierwszemu brakowało ciepłej wody.
Tylko przez 10 miesięcy drapacz chmur był najwyższym budynkiem w Polsce. Stracił tytuł, gdy ukończono budowę warszawskiego Prudentialu (biurowca towarzystwa ubezpieczeń Prudential – Przezorność), wyższego zaledwie o sześć metrów. – Mimo to na Śląsku był symbolem nowoczesności, wizytówką miasta – wyjaśnia Łukasz Brzenczek z katowickiego stowarzyszenia Moje Miasto. – Dzisiaj wszyscy kojarzą Katowice ze Spodkiem. Przed wojną to modernistyczna bryła drapacza była na widokówkach. Dzięki niemu mówiono, że to najbardziej amerykańskie miasto w Polsce.
1 września 1939 roku na tarasie widokowym wieżowca harcerze uruchomili punkt obserwacyjny obrony przeciwlotniczej. Już po kilku godzinach wypatrzyli pierwsze bombowce lecące w kierunku lotniska w Muchowcu. Po paru dniach budynek przejęli Niemcy. Opuścili go pod koniec wojny, wywożąc wszystkie meble. Nie wyrządzili jednak żadnych zniszczeń. – W 1945 roku miałem trzy lata – opowiada Bohdan Knichowiecki, jeden z najstarszych mieszkańców budynku. – Zamieszkaliśmy w tym samym mieszkaniu, które mój ojciec dostał jako kurator szkolny w 1937 roku. Zawsze przychodzili do mnie koledzy, bo z tarasu widokowego mogliśmy oglądać całe miasto.
W powojennych Katowicach wieżowiec nadal był najokazalszym budynkiem. Mieszkania ponownie przydzielono najważniejszym urzędnikom. W jednym z pomieszczeń na poddaszu odkryto skarb: magazyn części zapasowych do wind Schlierena. Było ich tyle, że wystarczyłyby do zbudowania dwóch nowych dźwigów. Zostały natychmiast zabrane, a dzięki nim powstało Przedsiębiorstwo Dźwigów Osobowych w Katowicach. Kilka lat później, gdy windy w drapaczu chmur zaczęły szwankować, oryginalnych części już nie było. Najpierw zlikwidowano więc windę ekspresową, a części z niej posłużyły do ratowania dwóch pozostałych. W końcu i te wymieniono na polskie.
I tak z roku na rok budynek pozbawiony remontów i napraw niszczał w oczach. – Mimo wszystko był to najlepszy adres w mieście – opowiada Kazimierz Kutz, który przez kilka lat zajmował mieszkanie numer 13. – Samo centrum, wszędzie blisko. I do tego trochę przedwojennego luksusu.
Trzynastka była służbowym mieszkaniem Teatru Śląskiego. Mieszkali tu Gustaw Holoubek, Wojciech Standełło, Bernard Krawczyk oraz pisarze Kalman Segal i Bolesław Lubosz. – Ale była też poważna wada tej okolicy. Wszystkie domy wokół były opalane węglem. Gdy w niedzielę przychodziła pora gotowania obiadu, to trzeba było szybko zamykać okna. Szczególnie latem brakowało powietrza. – Jako dziennikarz mogłem dostać mieszkanie w nowych blokach. Ale wolałem zostać tu – dodaje Knichowiecki.
– Budynek jest zabytkiem – wyjaśnia Urszula Knapik, zarządca nieruchomości, która kieruje nim od 2001 roku. – Gdy się nim zajęłam, to nie było wiadomo, co robić najpierw. Wszystko wymagało remontu. Rozdzielnia elektryczna była z 1934 roku. Zostawiliśmy kilka fragmentów, bo to prawdziwy zabytek techniki. Wymieniono też rury i całą instalację kanalizacyjną. Ale na każdy nawet najmniejszy remont potrzebna jest zgoda konserwatora zabytków. I dokumentacja, która kosztuje najwięcej. Teraz musimy zająć się kominami. Potrzebne jest 260 tysięcy. Część zapłaci gmina i urząd skarbowy, bo są właścicielami części budynku. Ale na resztę muszą się złożyć członkowie wspólnoty mieszkaniowej.
Knapik pisała już wnioski o dofinansowanie z funduszu ochrony zabytków, ale nigdy nie otrzymała odpowiedzi. – Gdyby to był obiekt sakralny, szybko dostalibyśmy dotację – dodaje z żalem.
Dzisiaj tylko wprawne oko rozpozna w drapaczu chmur cenny zabytek modernizmu. Tytuł najwyższego budynku stracił już dawno. Gdyby nie tabliczka na brudnej szarej elewacji, nikt by nie pomyślał, że ten dom ma swoją historię i miano pierwszego wieżowca w Polsce.

